Po ludzku: ta strona piecze ciasteczka na Twoim komputerze. W języku urzędowym: ta strona używa cookies. Korzystając z niej, wyrażasz zgodę na ich używanie, zgodnie z ustawieniami przeglądarki. Jeśli chcesz to zmienić, zmień ustawienia swojej przeglądarki.
image1 image2 image3

W mediach

Dawid kontra Goliat

Żeby skutecznie walczyć z rynkowymi Goliatami, trzeba w sobie pielęgnować spryt biblijnego Dawida i nie bać się iść na przebój. Nie bez powodu podtytuł mojego projektu to "kryminalny eksperyment cenowy" - Krzysztof Koziołek w rozmowie z Bartoszem Adamiakiem o najnowszym Literackim projekcie KREW, w którym za darmo udostępnił ebook "Bóg nie weźmie w tym udziału" tutaj>>

Darmowy ebook do pobrania tutaj>>

 

Jak być pisarzem i na tym zarabiać

Czytając rozmowę z p. Kają Malanowską na portalu natemat.pl, aż mi się chce wyć. I to, o zgrozo!, mimo że sam jestem pisarzem. Ba, pisarzem zawodowym, czyli takim, który się z pisania utrzymuje! Od p. Kai różni mnie jednak podejście do tematu. Teoretycznie też powinienem być zainteresowany tym, aby to Skarb Państwa dotował pisarzy, bo pewnie wtedy mógłbym się gdzieś po drodze nachapać (o ile oczywiście miałbym ku temu odpowiednie znajomości). Ja jednak uważam, że pisanie i wydawanie książek jest branżą jak każda inna, a książki są takim samym towarem jak bułki, samochody czy proszki do prania i jedynym regulatorem w tym zakresie powinien być rynek. Powtórzę: teoretycznie powinienem być za gospodarką sterowaną na rynku wydawniczym. W praktyce jestem temu przeciwny.
Dlaczego? Trzy lata temu rzuciłem dobrze płatną pracę w redakcji i założyłem własne wydawnictwo, aby wydawać powieści niechciane przez wydawnictwa. Mocno zaryzykowałem, zachęcony głosami Czytelników i bibliotekarzy, którym moje kryminały mocno się podobają. Wówczas jeszcze naiwnie wierzyłem, że ważna jest jakość książki. Szybko się jednak dowiedziałem, że liczą się tylko znajomości i reklama, na którą stać nielicznych gigantów.
Powinienem dać sobie spokój przy swojej trzeciej czy czwartej książce, ja się jednak nie poddałem (tu przydała się umiejętność zaciskania zębów wyniesiona z górskich szlaków) i oto mam na koncie siedem wydanych powieści, ósmą w przygotowaniu do druku i kolejne w planach. I to mimo że takiego szczęścia do reklamy jak p. Kaja Malanowska (w postaci nominacji do Paszportu Polityki) nie miałem, musiałem sobie radzić w prosty sposób: pisać na tyle dobre powieści, żeby być kupowanym przez Czytelników i biblioteki. Wolny rynek sprawia, że muszę zaciskać zęby, widząc na księgarnianych półkach chłam, z którym moje niereklamowane powieści nie mogą wygrać. Ale jest też pozytywna strona tego literackiego medalu: żeby istnieć na tymże rynku, muszę się nieustannie rozwijać, próbując niczym Dawid konkurować z Goliatami.

Czytaj więcej: Jak być pisarzem i na tym zarabiać

Pisarz, który przewidział przyszłość

To już trzecia powieść Koziołka, w której wymyśla scenariusz, jaki potem realizuje samo życie! Mowa o "Bóg nie weźmie w tym udziału", historii tajniaka, który zza krat więzienia, do spółki z pedofilem-mordercą rozpoczyna społeczną kampanię mającą przywrócić wykonywanie kary śmierci w Polsce.
Przypomnijmy, że wydarzyły się też historie wymyślone przez Koziołka w powieściach "Premier musi zginąć" oraz "Święta tajemnica". Po "Premierze..." dziennikarze dopytywali autora, czy jest prorokiem. Wówczas odpowiadał, że nie. A co powie dzisiaj, kiedy kolejny już raz jego twórczość wyprzedziła rzeczywistość?...

Sprawca zniknięcia Koziołka zabiera głos

Oto odpowiedź Dariusza Lorantego na oświadczenie Krzysztofa Koziołka (pisownia oryginalna):


Faktycznie, drogi panie Krzysztofie byłem na wizji programu Dzień Dobry TVN, w całkiem dobrym towarzystwie i powiedziałem coś. Coś co pana dotyczyło, ba mogło dotknąć. Szczerze poddałem wątpliwość istnienia pisarza Koziołka. Stwierdzając że autor książkę "Bóg tego nie wybaczy" to najprawdopodobniej jakiś urzędas ministerstwa sprawiedliwości.
Dzięki uprzejmości Gazety Lubuskiej (umożliwienie kontaktu) potwierdzam, że faktycznie pan jest. W przestrzeni internetowej stwierdziłem pańską aktywność na ziemi lubuskiej i nie mam wątpliwości jest taki pisarz. Co jednak nie do końca rozwiało moje wątpliwości które były przyczyną mojej wypowiedzi.
Moje stwierdzenie wynikało z dwóch powodów.

Czytaj więcej: Sprawca zniknięcia Koziołka zabiera głos

O kryminałach z młodzieżą

Dziennikarka, pisarz i... sygnał karetki pogotowia w tle. Czyli klimat zupełnie jak na kryminały przystało! Rozmowa po spotkaniu autorskim z młodzieżą Zespołu Szkół Ponadgimnazjalnych im. Eugeniusza Kwiatkowskiego w Grodzisku Wielkopolskim. (tutaj>>)

Pisarz, który nie istniał

- Podejrzewam, że to jakiś urzędnik ministerstwa sprawiedliwości, który swoją świadomością i wiedzą prawniczą i tego co się będzie działo, to napisał. (...) Krzysztof Koziołek to fikcyjna postać - te słowa padły z ust Dariusza Lorantego, policyjnego eksperta występującego w "Dzień dobry TVN". Wychodzi więc na to, że autor siedmiu polskich thrillerów i powieści sensacyjnych tak naprawdę nie istnieje... Czyżby powodem było podjęcie w powieści "Bóg nie weźmie w tym udziału" niezwykle trudnego tematu pedofilii i przywrócenia wykonywania kary śmierci w Polsce? Cały materiał w TVN tutaj>>

Cenna wskazówka

Początek już mocny, czytając wciągam się. Przeczytałam jednym tchem. Nie myślę tu kadzić autorowi, ale książka bardzo mi się podoba. Widać, że jest on wnikliwym obserwatorem życia. Zmusza do przemyśleń naszego zachowania. (recenzja "Świętej tajemnicy" autorstwa Jadwigi Wilk tutaj>>)

Wróg publiczny

Dziennikarze już namierzyli związki powieści Koziołka "Bóg nie weźmie w tym udziału" z głośną sprawą pedofila-mordercy Mariusza T. A zaczęło się od policyjnego eksperta, który... nie wierzy w istnienie kogoś, kto tak mocno mógł wyprzedzić autentyczne wydarzenia... "Okazało się, że jestem autorem, który nie istnieje. Już się zastanawiam, czy nie będę czasem jak Will Smith we Wrogu publicznym: to znaczy za chwilę mi się skasuje dowód osobisty, konto w banku i samochód zniknie spod bloku" - skomentował Koziołek dla "Gazety Lubuskiej". Cały artykuł znajdziesz tutaj>>

Nikomu nie można ufać

Wyczuć można atmosferę ciągłego niebezpieczeństwa, niepewności i strachu, która jeszcze bardziej urozmaica sytuacje w książce. Co chwile obok głów przelatują kule, bohaterowie są śledzeni, co rusz pojawiają się emocjonujące pościgi. No i przedstawienie Polski w totalnej bezradności względem zmasowanego terroryzmu. Czy można chcieć czegoś więcej w dobrej powieści? (recenzja powieści "Premier musi zginąć" na blogu "Czytając świat" tutaj>>)