image1 image2 image3

Odcinek 9

 

Tuż po wyjściu z komendy mecenas Krzysztof Kołodziejski w krótkich mocno żołnierskich słowach wyjaśnił Sokołowi, co myśli o ciąganiu po mieście w święta. Sokoła najpierw zamurowało, szybko jednak odzyskał rezon i spytał adwokata, po co więc lazł mu na pomoc? Ten odparł, że palcem by nie kiwnął, gdyby nie dług wdzięczności wobec Albina Marcinkowskiego. Kiedy padło nazwisko znajomego mecenasa, Kołodziejski nagle, jakby za dotknięciem czarodziejskiej różdżki - albo raczej zawartości wypchanego portfela - zrobił się o niebo milszy. Nawet zadał kilka pytań odnośnie sprawy i poradził, aby w przyszłości nie odpowiadać na żadne pytania policjantów. Dał też wizytówkę, każąc w razie potrzeby dzwonić o każdej porze dnia i nocy. Sokół już miał spytać, czy oferta dotyczy też świąt, ale w porę ugryzł się w język, wziął wizytówkę, podziękował za pomoc i się pożegnał.

*

- Nic tu po nas - prokurator Grzegorz Wojtas sądził, że zerknął na zegarek dyskretnie, jednak nie uszło to uwadze Sary Bednarz.

- Spieszy się pan do domu - rzuciła.

- Skoro nie udało nam się nic z gościa wyciągnąć, to do poniedziałku więcej raczej nie zrobimy.

- Ma pan rację - przyznała nagle, sama się sobie dziwiąc, że tak łatwo rezygnuje. - Ratujmy resztę świąt, a po weekendzie weźmiemy się ostro do roboty.

- Ma pani jakiś punkt zaczepienia? - najwyraźniej przestało mu się spieszyć.

- Zacznę od sprawdzenia dziewczyny - zamyśliła się. - I przyjrzę się także nieco bliżej naszemu podejrzanemu - uśmiechnęła się złowrogo.

Wojtas spojrzał przeciągle na policjantkę. Do tej pory nie mieli okazji częściej współpracować, tak więc niewiele o niej wiedział, patrząc jednak na ten uśmiech zdał sobie sprawę, że ma do czynienia z osobą, której lepiej nie podpaść. - Masz, chłopie, przesrane - rzekł sam do siebie, wspominając pewną minę Sokoła na widok papugi. - Zobaczymy, czyje będzie na wierzchu, gdy z tobą skończymy.

*

Sobotni wieczór i cały następny dzień Sokół mógł wreszcie spokojnie spędzić z Patrycją oraz Asią i Markiem. W niedzielę wieczorem poszli na koncert kolęd i pastorałek do dominikanów, trochę zmarzli, ale przynajmniej zapomniał o przygodach z policją.

W poniedziałek rano przyjaciele wyszli do pracy, a Patrycja na umówione spotkanie w sprawie pracy w urzędzie marszałkowskim. Sokół z nudów zaczął buszować po internecie, co jeszcze bardziej go rozleniwiło. Gdy już miał zamknąć komputer, postanowił sprawdzić pocztę.

I to był błąd.

*

Sara Bednarz nie próżnowała. Z samego rana pojechała do Lwówka Śląskiego. Rozmowa z rodzicami Eweliny Borkowskiej do przyjemnych nie należała, ale takie rozmowy łatwe nie są nigdy. Kiedy już minął pierwszy szok, a niedowierzanie rodziców ustąpiło miejsce złości, która z kolei wywołała chęć pełnej współpracy z policją, byle tylko złapać mordercę córki, zaczęli zasypywać policjantkę mnóstwem informacji i przypuszczeń. Większość była zupełnie bezużyteczna, ale Sara Bednarz zapisywała w notesiku każdą myśl, nawet tę pozornie bezsensowną. Po pierwsze, robiła tak ze względu na wzrok rodziców wbity w długopis, po drugie, nigdy nie wiadomo, co się okaże czymś ważnym, a co kompletnie nieistotnym.

W pewnym momencie matka wspomniała o przyjaciółce z liceum, z którą Ewelina nadal utrzymywała kontakt. Na prośbę policjantki wyszukała adres, dziewczyna mieszkała w Jaworze. Nie namyślając się wiele, policjantka zostawiła swoje namiary, podziękowała za rozmowę i ruszyła w dalszą drogę.

*

Kiedy Sokół zobaczył adresata listu, już wiedział, że albo stało się coś złego, albo stanie się wkrótce. Anna Maria Mielecka, Boże, kiedy ostatni raz ją widział? Poznali się jeszcze w szkole średniej, bodaj w trzeciej klasie, chodzili ze sobą pół roku do czasu, gdy do Sokoła dotarła plotka, że dziewczyna wciągnęła go w jakąś chorą gierkę. Podobno związała się z nim tylko po to, aby wzbudzić zazdrość swojego byłego chłopaka. Czy udanie, Sokół nigdy się nie dowiedział, natomiast po krótkiej, acz mocno wybuchowej rozmowie z Anną Marią, zerwał z nią. Później trochę tego żałował, bo była nadzwyczaj ładna i dobrze zbudowana.

Na myśl figury Anny Marii uśmiechnął się szeroko, gdy przypomniał sobie, jak świetnie całowała, poczuł rosnące podniecenie. W tym samym ułamku sekundy, kiedy zaczął fantazjować, wzrok padł na tytuł mejla i otrzeźwiał w mgnieniu oka. „Jak mogłeś mi to zrobić?”. Zjechał na treść listu, był pusty. Jedynym przekazem było tytułowe pytanie. - Co ja ci, kurwa, mogłem zrobić? - Sokół wykrzywił twarz w grymasie.

Wyjaśnić to mogła tylko Anna Maria Mielecka. W jednej chwili podjął decyzję, złapał kluczyki oraz miotełkę i zamknął starannie drzwi na górny zamek. Na widok zasypanego auta westchnął, zaczął odgarniać śnieg.

- Wypasiona bryka - usłyszał po chwili za plecami.

- Jestem tego samego zdania - obrócił się. Głos należał do uroczej dziewczyny, wyglądała na 20, może 22 lata. Spod grubej czapki wyłaniały się czarne loki. - Wiesz, jaka to marka?

- Warszawa - prychnęła, jakby spytał ją o wszechobecnego na drogach malucha, a nie unikat w skali kraju. - Cacko, jakich mało - dodała, obchodząc samochód z zaciekawieniem. - Mogę się zabrać? - spytała nagle.

 

Ciąg dalszy nastąpi...

Dziesiąty odcinek "Zemsty absolutnej" już za tydzień, 26 lutego 2011!

Informacje o premierze kolejnych części powieści znajdziesz na Naszej Klasie (na koncie oficjalnym "Zemsty absolutnej").

Chcesz skomentować powieść? Wpisz się w "Księdze gości".