image1 image2 image3

Odcinek 7

 

Natychmiast, gdy tylko lekarz przedstawił wersję z trucizną, prokurator Wojtas zadzwonił do Sary Bednarz, prosząc o spotkanie. Zaproponowała rozmowę na komendzie, zgodził się. Po przyjeździe krótko zreferował wyniki sekcji zwłok, policjantka skwitowała je z uśmiechem zadowolenia, po czym przedstawiła własne ustalenia.

- Podstawowe pytanie: co dziewczyna robiła na Moście Piaskowym i dlaczego stała za barierką? - rzucił Wojtas.

- Mnie zastanawia, po co sprawca bawił się w strzelanie lotką, skoro mógł spokojnie wepchnąć ją do wody? - spytała.

- Ktoś mógłby go zobaczyć - zauważył. - Jeśli strzelił z ukrycia, mógł liczyć na to, że nikt go nie zauważy.

- Fakt - przyznała. - Ale idąc tym tokiem rozumowania, powinniśmy przyjąć, że ofiara współpracowała ze sprawcą, przynajmniej do pewnego momentu.

- Co pani ma na myśli? - zainteresował się.

- Dziewczyna jest mniej więcej takiego samego wzrostu jak nasz obecny główny podejrzany, waży - spojrzała do notatek - może z dziesięć, może z piętnaście kilogramów mniej. Nie wyobrażam sobie, żeby facet był w stanie zataszczyć ją nieprzytomną i postawić za barierką...

- Chyba, że po prostu wepchnął ją do wody - wszedł jej w słowo.

- Byłby łatwym celem dla postronnego obserwatora.

- Zgadza się - potwierdził. - Sugeruje więc pani, że dziewczyna nie dość, że była przytomna, to jeszcze dobrowolnie przeszła za barierkę?

- Tak, z powodów, o których na razie nic nam nie wiadomo, przeszła za barierkę, w tym momencie morderca strzelił do niej lotką z trucizną i dziewczyna wpadła do wody. W tych warunkach, biorąc też pod uwagę działanie trucizny, nie miała szans na przeżycie.

- Jeżeli faktycznie tak było, a jest to na chwilę obecną najbardziej prawdopodobna hipoteza, to dziwi mnie fakt, że sprawca zdecydował się na użycie trucizny, której obecność w organizmie wykaże standardowe badanie krwi.

- Rzeczywiście, to zastanawiające.

- Może to kompletny amator? - Wojtas myślał na głos. - Liczył, że uznamy to za samobójstwo i nie zarządzimy sekcji zwłok?

- Jeśli tak to wszystko dokładnie zaplanował, to musiał się liczyć z sekcją - zaoponowała. - Możliwe, że pozbawił dziewczynę przytomności nieco wcześniej, po czym wstrzyknął jej truciznę i ciało wrzucił do wody, a potem dla odsunięcia od siebie podejrzeń odegrał przed krawężnikami scenę, jakoby widział skok.

- Mamy chyba wystarczająco dużo podejrzeń, aby faceta przesłuchać? - uśmiechnął się złowrogo.

- W rzeczy samej - odpowiedziała mu uśmiechem.

*

Kiedy zadzwonił dzwonek, Asia zerwała się z fotela.

- To pewnie rodzice - stwierdziła, ruszając w stronę drzwi. - Andrzej, to do ciebie - krzyknęła po chwili z przedpokoju.

- Do mnie? - zdziwił się. Oprócz jego rodziców nikt nie wiedział, gdzie spędzają święta. - Idę - wstał. - Znamy się? - spytał na widok kobiety stojącej w drzwiach. Otaksował ją spojrzeniem, miała piękne zielone oczy, krótkie czarne włosy i idealne wcięcie w talii, nie żadną tam „osę” jak głodujące modelki. Była ubrana w czarne długie jeansy wydatnie opinające uda i czarną skórzaną kurtkę zapinaną na zamek błyskawiczny, rozpiętą do połowy, dzięki czemu widać było dekolt. - Coś za dużo tej czerni, w innym kolorze wyglądałaby jeszcze ładniej - pomyślał.

- Sara Bednarz z wydziału kryminalnego Komendy Miejskiej Policji we Wrocławiu - wyciągnęła legitymację. - Chciałabym zadać panu kilka pytań. Pojedziemy do mnie.

- Do kogo pojedziesz? - z tyłu pojawiła się Patrycja, kobiety przez chwilę mierzyły się spojrzeniami. - Są święta.

- Pani jest z policji - wyjaśnił. - Znowu jestem zatrzymany?

- Na razie nie - odpowiedziała Sara Bednarz.

- A jeśli odmówię? - spytał.

- Nie radziłabym - wycedziła, kiwając głową. Po chwili za jej plecami stanęło dwóch umundurowanych funkcjonariuszy.

- Moja komórka jest w pokoju - Sokół skierował się w stronę Patrycji. - Zadzwoń do mecenasa Albina Marcinkowskiego.

- Zanim przyjedzie z Zielonej Góry, miną ze trzy godziny - zauważyła Patrycja. - O ile w ogóle zechce pracować w święta.

- Może zna kogoś we Wrocławiu? - Sokół zakładał buty. - Mam już dość nękania przez policję. Tym razem tak tego nie zostawię - mówił w powietrze, ignorując obecność Sary Bednarz.

*

W drodze na komendę Sokół nie odezwał się ani razu. Owszem, był strasznie ciekawy, czego tym razem chcą od niego stróże prawa, ale wiedział, że jakiekolwiek pytanie postawi go w pozycji petenta, a tego wolał uniknąć. Zdawał też sobie doskonale sprawę z tego, że wkrótce dowie się, w czym rzecz.

Na miejscu zaprowadzono go do pokoju przesłuchań wyposażonego w biurko, trzy krzesła i duże lustro.

- To jest prokurator Grzegorz Wojtas, który prowadzi sprawę topielca z Odry - Sara Bednarz przedstawiła mężczyznę, który wszedł bez słowa. - Interesuje nas pański udział - spojrzała mu głęboko w oczy, wytrzymał spojrzenie. Mierzyli się tak przez chwilę, policjantka pierwsza odwróciła wzrok. - Ma ładne oczy - pomyślała, szybko się za to strofując. - Skup się - rzuciła w myślach.

- Interesuje was mój udział w tej sprawie - powtórzył Sokół, nachylając się nad stołem ku policjantce, ta bezwiednie zrobiła tak samo. - Powiem tak: gówno was to obchodzi!

 

 

Ciąg dalszy nastąpi...

Ósmy odcinek "Zemsty absolutnej" już za tydzień, 12 lutego 2011!

Informacje o premierze kolejnych części powieści znajdziesz na Naszej Klasie (na koncie oficjalnym "Zemsty absolutnej").

Chcesz skomentować powieść? Wpisz się w "Księdze gości".