image1 image2 image3

Odcinek 6

 

- Zboczenie zawodowe - lekarz medycyny sądowej uśmiechnął się przepraszająco, wstając znad pawia.

- Mówi się: skrzywienie zawodowe - westchnął prokurator Wojtas. - Chociaż w tym konkretnym przypadku - zerknął na rzygowiny - faktycznie odpowiedniejszym określeniem będzie zboczenie. Trzeba mieć naprawdę mocno nierówno pod sufitem, żeby wąchać czyjegoś pawia - wzdrygnął się na samo wspomnienie.

- A niby dlaczego? - zdziwienie wyglądało na autentyczne. - Jaka jest różnica między wąchaniem treści żołądkowej trupa, a wciąganiem zapachu pawia puszczonego przez żywego?

Wojtasowi chwilowo zabrakło argumentów, nic więc nie odpowiedział.

- Zapaszek pańskich nieprzerobionych jeszcze pierogów to betka w porównaniu ze smrodem, jaki zaraz poczujemy - medyk podszedł do stolika, na którym leżały narzędzia, wziął elektryczną piłę, trzasnął przełącznikiem.

Prokurator spojrzał na niego, na twarzy medyka rozlał się tajemniczy uśmiech.

- No to kroimy! - lekarz krzyknął podekscytowany niczym dziecko na widok nowej zabawki.

*

Sara Bednarz biegła korytarzem, trzymając w dłoni wydruk tak mocno, jakby była to złota rybka, mogąca w każdej chwili wyślizgnąć się zdobywcy. Wpadła do pokoju, drzwiami niemal taranując kierownika wydziału.

- Szef dzisiaj w pracy? - rzekła mocno zaskoczona.

- Wpadłem na chwilę - odparł, pocierając dłonią łokieć chwilę wcześniej urażony klamką. - Co z tą samobójczynią?

- Wersja o próbie samobójczej najprawdopodobniej nie wypali - odparła. - Wojtas siedzi w prosektorium i zbija bąki, czekając na wyniki sekcji. Z tego, co mi już przekazał, dokładniejsze oględziny ciała wykazały ślady jakiegoś ukłucia, tak więc całkiem prawdopodobne, że możemy mieć do czynienia z morderstwem.

Kierownik zagryzł wargę. Trup zawsze zwiastował dodatkową robotę, a już tym bardziej w święta. Że też zabójca nie mógł z tym poczekać do nowego roku...

- Co tam masz? - zainteresował się po chwili.

- Coś, co może nam podać sprawcę jak na tacy - uśmiechnęła się szeroko.

*

Ostatnią rzeczą, o jakiej myślał w tej chwili prokurator, było zbijanie bąków. Medyk z iście angielską flegmą badał i opisywał kolejne narządy i organy, co rusz błyskając zębami w kierunku świadka. W pewnym momencie Wojtasa zaczęło mdlić, zawziął się jednak w sobie i dzielnie powstrzymał od puszczenia kolejnego pawia.

- W środku wszystko w najlepszym porządeczku - lekarz zatarł dłonie, z rękawiczek pociekła krew, brudząc jeszcze bardziej brudnoszarą posadzkę.

- W takim razie co było przyczyną zgonu? - spytał prokurator.

- Została nam już tylko krew.

*

Sara Bednarz podała szefowi kartkę z wydrukiem ostatniego mejla Eweliny Borkowskiej. List był krótki, zaledwie  jednozdaniowy: „TEGO Ci nie wybaczę”.

- Mów - zachęcił.

- Mejl wysłano z komputera ofiary jakąś godzinę przed skokiem z Mostu Piaskowego - odpowiedziała. - Na analizę charakterologiczną treści jest jeszcze za wcześnie, ale dwie rzeczy mogę stwierdzić już teraz. Po pierwsze, określenie „TEGO” pisane dużymi literami oznacza, że ten ktoś, komu wysłała mejla, zalazł jej mocno za skórę. Po drugie, fakt, że użyła grzecznościowej formy „Ci”, świadczy, iż mimo wszystko ma do niego emocjonalny stosunek i jest on dla niej kimś ważnym.

- Inaczej nie pisałaby tego dużą literą - doprecyzował.

- Można by także pokusić się o stwierdzenie, że nadawca listu został wychowany po staroświecku i takie konwenanse są dla niego ważne.

- Dziewczyna miała 24 lata - zauważył.

- Dlatego stawiam na emocjonalny stosunek do...

- ... Andrzeja Sokoła - wszedł jej w słowo, odczytując dane adresata. - Znamy faceta?

- Znamy, to za mało powiedziane -wyszczerzyła zęby. - Gość twierdzi, że widział, jak dziewczyna skoczyła z mostu.

- I mamy uwierzyć, że jej w tym nie pomógł? - prychnął.

*

- Niech pan mówi - Wojtas ocierał spocone czoło. Smród z rozkrojonego ciała mieszał mu się w nosie z zapachem własnego potu. Przesiąknięta nim koszula przylepiła się do pleców, budząc ogromny dyskomfort. Zaczął marzyć o prysznicu.

- Cherubinek - zaśmiał się medyk. - Pańska twarz stała się błoga, jak twarzyczka aniołka z barkowego kościółka.

- Jest Boże Narodzenie. Nie mam czasu na pierdoły!

- Spokojnie - podszedł do telefonu, wykręcił numer, chwilę rozmawiał. - We krwi znaleziono ślady silniej trucizny - wrócił do stołu, odgarnął włosy dziewczyny. - Tu jest nasz ślad - pokazał na szyję. - Ktoś musiał do niej strzelić z daleka.

- Lotka nie utkwiłaby w ciele?

- Gdybym bez ostrzeżenia wbił strzykawkę w pańskie ramię, co by pan instynktownie zrobił?

- Wyszarpnął ją - cmoknął z zadowoleniem.

- Dokładnie!

- To znaczy, że ktoś do niej strzelił, gdy stała na moście, szykując się do skoku - Wojtas zaczął myśleć na głos. - Tylko co ona, u licha, robiła na Moście Piaskowym, stojąc za barierką?

 

Ciąg dalszy nastąpi...

Siódmy odcinek "Zemsty absolutnej" już za tydzień, 5 lutego 2011!

Informacje o premierze kolejnych części powieści znajdziesz na Naszej Klasie (na koncie oficjalnym "Zemsty absolutnej").

Chcesz skomentować powieść? Wpisz się w "Księdze gości".