image1 image2 image3

Odcinek 5


- Lepiej, żeby to były ważne informacje - prokurator Wojtas stanął w drzwiach, rzucając cień na brudnoszarą posadzkę.

Mężczyzna w białym kitlu, już dobrze zapiętym, odwrócił powoli głowę. Spojrzał na prokuratora spod byka, po czym bez słowa wrócił do poprzedniego zajęcia, czyli badania zwłok.

- Chyba coś mówiłem? - w Wojtasie zaczęła wzbierać złość, której ogromne pokłady przywlókł wraz ze swoim 120-kilogramowym cielskiem.

- Skończył pan studia? - spytał z głupia frant, cały czas stojąc tyłem do rozmówcy.

- Z wyróżnieniem - wycedził.

- To chyba przyznali je panu na wyrost - cmoknął znacząco. - Wydaje się panu, że wzywałbym go w świąteczne popołudnie z byle powodu?

Wojtas milczał.

- Tak myślałem - lekarz odwrócił się, by spojrzeć prokuratorowi głęboko w oczy. - Po pierwszych oględzinach ciała postanowiłem sekcję zwłok przeprowadzić w poniedziałek, ale...

- Z jakiegoś powodu zmienił pan zdanie - wtrącił, podchodząc do stołu.

- Nie z jakiegoś, tylko z konkretnego - sprecyzował. - Niech pan spojrzy tutaj - odchylił włosy opadające na szyję, dotknął palcem miejsca tuż pod lewym uchem.

- Gdzie?

- Tutaj - rzekł, naciskając mocniej skórę. - Widać ślad po ukłuciu.

- Ja niczego nie widzę - Wojtas nie krył sceptycyzmu.

- Dlatego nie jest pan lekarzem medycyny sądowej - twarz medyka rozjaśnił szeroki uśmiech. - Zapewniam pana, że dziewczyna została przez kogoś lub przez coś ukłuta, jeszcze nie wiem czym.

*

Sara Bednarz wróciła na komendę, niosąc pod pachą skrzynkę komputera Eweliny Borkowskiej. Od razu skierowała się do pracowni informatyka, spec od elektroniki już tam na nią czekał.

- Dzięki, że znalazłeś czas, żeby mi pomóc - rzuciła na wstępie, kładąc sprzęt na biurku.

- Nie ma sprawy - odparł informatyk takim tonem, jakby w I dzień świąt Bożego Narodzenia faktycznie nie miał nic lepszego do roboty, niż przychodzenie do pracy, za którą i tak nikt mu nie zapłaci. Chociaż... Chwileczkę, mieszkał z rodzicami, swojej rodziny nie miał, a że Sara Bednarz wpadła mu w oko od samego początku jej pracy na Podwalu, poświęcenie było żadne, wręcz przeciwnie. - Więc interesuje cię korespondencja mejlowa, tak?

- W rzeczy samej - z uwagą przypatrywała się, jak informatyk sprawnie podłącza mnóstwo różnokolorowych kabelków.

- Szukamy czegoś specjalnego?

- Historia odwiedzin stron w internecie została wykasowana. Pliki tymczasowe też. To mnie zaintrygowało.

- Cóż w tym intrygującego? - zdziwił się. - Ludzie tak często robią.

- Po pierwsze, w tym przypadku wykasowano historię do roku wstecz - podniosła wskazujący palec prawej ręki, niczym nauczycielka strofująca ucznia. - Po drugie, przed kim miałaby to ukrywać, skoro mieszkała sama? Po trzecie...

- Poczekaj - przerwał, mrużąc oczy. - Coś mam.

*

- Ale się pan dowie? - spytał Wojtas.

- Może się dowiem, może nie - prychnął lekarz. - To nie są „Kryminalne zagadki Wrocławia”, tylko szara, smutna polska rzeczywistość. Pan sobie zdaje sprawę, na jakim my sprzęcie pracujemy? Na tabliczkach znamionowych połowy urządzeń przeczyta pan: ZSRR, NRD, Czechosłowacja. Wie pan, ile...

- Do rzeczy - przerwał mu brutalnie. - Co dalej ze zwłokami?

- Co dalej ze zwłokami - usiłował przedrzeźniać prokuratora, ale szło mu marnie. - Przecież przed chwilą powiedziałem: jak najszybciej muszę przeprowadzić sekcję, a pan będzie mi w tym towarzyszył.

Wojtas spojrzał na nagie ciało, zatrzymał wzrok na piersiach, zamknął na chwilę oczy, wyobrażając sobie, jak je pieści.

- Ale najpierw - medyk z głośnym plaskiem zdjął rękawiczki - zjem obiad. Dzisiaj są gołąbeczki.

Dopiero w tym momencie prokurator poczuł zapach dolatujący z sąsiedniego pomieszczenia. Wciągnął powietrze, szybko rozpoznał woń ryżu, mielonego mięsa i kapusty. Rozmarzył się, wtem ponownie zjechał wzrokiem na ciało, po czym zwymiotował na posadzkę.

Lekarz uśmiechnął się kpiąco, podszedł bliżej, kucnął, nachylając nad pawiem. Zmarszczył nos.

- Jadł pan pierogi! - rzucił po chwili z satysfakcją w głosie.

Wojtas zerknął na niego błędnym wzrokiem, ponownie rzygnął.

*

- To ostatni mejl, jaki wysłała - informatyk stuknął palcem w monitor, zostawiając na nim kolejną tłustą plamę.

- Adresat? - Sara Bednarz zagryzła nerwowo wargę.

- Chwila - zaczął stukać w klawiaturę, po dziesięciu minutach rzekł: - Andrzej Sokół. Dziennikarz, mieszka w Nowej Soli, nienotowany...

- Chwila! - przerwała nagle, pstrykając palcami. - Jak się nazywał ten gość, którego krawężniki przydybały wczoraj na Moście Piaskowym? - zaczęła wertować malutki notatnik. - Kurwa! Andrzej Sokół, zamieszkały w Nowej Soli, zawód wyuczony: budowlaniec, zawód wykonywany: dziennikarz - zacisnęła pięści z radości. - Mamy ślad!

 

Ciąg dalszy nastąpi...

Szósty odcinek "Zemsty absolutnej" już za tydzień, 29 stycznia 2011!

Informacje o premierze kolejnych części powieści znajdziesz na Naszej Klasie (na koncie oficjalnym "Zemsty absolutnej").

Chcesz skomentować powieść? Wpisz się w "Księdze gości".