image1 image2 image3

Odcinek 24

 

- Ja? - Lena Hałas udawała głupią.

- Nie, Święty Mikołaj - obruszył się Sokół. - Okłamałaś mnie.

- Słucham? - jej głos był coraz mniej przekonujący.

- Normalnie takiego kogoś nazywa się zdrajcą - Sokół bawił się przednie jej kosztem.

- No co ty! - mało brakowało, a by się rozpłakała. - Przepraszam - miała spojrzenie zbitego psa.

- Spoko.

- Naprawdę przepraszam - powtórzyła, zupełnie jakby nie dosłyszała.

- Nie ma problemu - uśmiechnął się delikatnie.

Wpatrywała się w niego przez chwilę, nagle do niej dotarło.

- Wiedziałeś - skrzywiła się.

Odpowiedział jej szerokim uśmiechem.

- Od kiedy? - spytała po chwili.

- Od momentu, w którym zielonogórska policja cię wypuściła - wyszczerzył zęby. - Potem tylko wystarczyło dodać dwa do dwóch. Kiedy Patrycja skręciła kostkę, miałaś poczekać na znajomych, ale wielkodusznie zaproponowałaś, że wskażesz drogę do szpitala. Ty i rola dobrego samarytanina? Znajomość Specnazu u zmanierowanej gimnazjalistki? A ta gadka o obwodnicy Wrocławia? Nastolatki takimi problemami się nie zajmują - zauważył. - Jak się naprawdę nazywasz?

- Czy to ważne? - mrugnęła filuternie. - Mów mi: Wajcha.

- Skończyliście? - burknęła Sara Bednarz. - To jedziemy!

*

Kiedy recepcjonista zadzwonił, aby poinformować o tym, że ktoś zostawił dla niego wiadomość, Gruszkin zareagował nerwowo. Jeszcze mocniej się zdenerwował, gdy zszedł do recepcji, otworzył i przeczytał zapisaną przez recepcjonistę treść: „Za kwadrans Sokół będzie na mnie czekać w kawiarni Literatka. Oleg Ż.”. Po chwili jednak uśmiechnął się szeroko, spytał recepcjonistę o drogę do Literatki, po czym nagrodził go sutym napiwkiem. Przez myśl mu nie przeszło, że popełnia błąd, decydując się na pojedynek niczym kowboj z amerykańskiego westernu. Jakby zapomniał, że w prawdziwych westernach dobro zawsze zwycięża.

*

Gdyby Sokół nieco interesował się literaturą, w szczególności kryminalną, wiedziałby, że to właśnie tu, w Literatce, od trzech lat odbywa się Międzynarodowy Festiwal Kryminału i że przez tydzień to właśnie Wrocław gości kryminalną śmietankę nie tylko kraju, ale i całej Europy.

Ale ponieważ literatura kryminalna nie była Sokoła ulubioną, tak więc nazwa kawiarni co najwyżej kojarzyła mu się z wódką. Co prawda regały zapchane książkami od podłogi do sufitu były mocno wymowne, jednak w tej akurat chwili nie miał czasu na to, aby się nad tym zastanawiać.

Usiadł przy stoliku naprzeciw szklanych drzwi oddzielających salę dla niepalących od tej, w której chętni mogli się wędzić w dymie z własnych płuc. Kiedy przez szybę zobaczył Gruszkina, udał zdziwienie.

- Zaskoczony? - zanim Gruszkin zajął miejsce po drugiej stronie stolika, wymownie pokazał na kieszeń płaszcza wybrzuszoną cylindrycznym przedmiotem. - Z tłumikiem - wyjaśnił, jakby jakiekolwiek tłumaczenie było potrzebne.

- Już nie jestem zaskoczony - odparł Sokół. - Chyba trochę ci pokrzyżowałem szyki.

- Trochę tak - wycedził. - Nie udało mi się zabić twojej ukochanej, ale i tak pójdziesz siedzieć.

- Kpisz?

- Nie pogrywaj ze mną, bo zmienię zdanie i cię zastrzelę - warknął.

- Musiałeś je zabijać? - spytał nagle.

- To esencja tej zemsty - wychrypiał. - I jednocześnie chichot losu: pójdziesz siedzieć za zamordowanie swoich byłych dziewczyn, chociaż to nie ty je zabiłeś.

- Ty to zrobiłeś, czy ktoś ci pomagał?

- Żartujesz? - parsknął. - Najlepiej smakuje ta zemsta, którą wykonuje się samodzielnie.

W odpowiedzi Sokół się skrzywił.

- Widzę, że interesuje cię klasyka - jeśli Gruszkin mógł na kogoś spojrzeć z podziwem, to robił to właśnie w tej chwili. - W pace będziesz miał mnóstwo czasu na lekturę - uśmiechnął się, patrząc na egzemplarz „Zbrodni i kary” leżący na blacie.

- Klasyka mnie nie interesuje - odparł Sokół, patrząc rywalowi w twarz.

- Przecież Dostojewski to klasyka - zdziwił się.

- Owszem.

- Nie ty ją tutaj położyłeś? - zmarszczył brwi.

- Ja.

- Więc nie rozumiem.

- Nie musisz - Sokół kpił dalej.

- W co ty ze mną grasz? - wycedził przez zaciśnięte zęby.

- W grę, której reguły do niedawna ustalałeś ty, a teraz ustalam ja.

- Job twoju... - zaklął, biorąc do ręki książkę. - Co to, kurwa, jest? - zważył ją, była nadzwyczaj lekka. Podniósł okładkę, gdy jego oczom ukazał się wydrążony środek zawierający aparaturę nagrywającą, sięgnął do kieszeni płaszcza.

Ale Sokół był szybszy, zdążył nacisnąć spust cztery razy -  dwa pociski trafiły Gruszkina w korpus, pozostałe chybiły, rozbijając szklane drzwi w drobny mak, posypało się także okno od strony rynku - gdy Sara Bednarz, siedząca przy sąsiednim stoliku, przyszła mu w sukurs, oddając trzy strzały, z tym, że w przeciwieństwie do Sokoła celność miała stuprocentową.

Gruszkin nie zdążył się nawet zdziwić, zmarł, kiedy dłoń zmierzająca do kieszeni płaszcza znajdowała się dopiero w połowie drogi do celu.

 

I to już koniec "Zemsty absolutnej" :)

Wszystkie wydarzenia opisane w tej powieści są co prawda fikcyjne, ale to nie znaczy, że nie mogą się wydarzyć...

"Zemsta absolutna" w formie książkowej ukaże się w tomie "Trzy dni Sokoła" już jesienią br. (oprócz niej znajdą się tam także dwie inne powieści w odcinkach z Andrzejem Sokołem: "Trup w winnicy" oraz "Ostateczna rozgrywka).

 

Uwaga konkurs!!!

Dla tych Czytelników, którzy do 15 czerwca w "Księdze gości" podzielą się swoją opinią na temat "Zemsty absolutnej", wydawnictwo Manufaktura tekstów przygotowało niespodziankę. Spośród wszystkich uczestników konkursu wylosujemy szczęśliwca, który otrzyma zestaw książek Krzysztofa Koziołka (Drogę bez powrotu, Świętą tajemnicę i Miecz zdrady"). Serdecznie zapraszamy :)