image1 image2 image3

Odcinek 22

 

Mieszkańcy niewielkiej miejscowości o wdzięcznej nazwie Mokry Dwór, leżącej tuż za rogatkami Wrocławia, jeszcze nigdy nie mieli okazji być świadkami takiej akcji sił specjalnych policji, jak tej nocy. Pod jeden z domów jednorodzinnych podjechało kilka radiowozów, z których wysypało się kilkunastu antyterrorystów. Sprawnie otoczyli posesję, po czym najmniejszy z funkcjonariuszy przy pomocy taranu otworzył drzwi wejściowe.

Dwie minuty później policjanci wyprowadzili ze środka trzy osoby: dwie kobiety i mężczyznę, co można było poznać bardziej po posturze niż twarzach, gdyż te były pochylone ku ziemi. Jedną z kobiet policjanci nieśli pod ramiona, a to ze względu na kontuzję nogi.

Gruszkin, którego przyjazd antyterrorystów zaskoczył kompletnie, gdy siedział w aucie po drugiej stronie ulicy, skurczył się na siedzeniu, nie chcąc wpaść w oko policjantom. Ze skrupulatnością godną księgowego rejestrował za to wszystko, co się działo, klnąc pod nosem na psy, które pokrzyżowały mu misternie przygotowany plan.

Ale nie tylko on lustrował otoczenie, jeden z policjantów, który został w radiowozie, zza specjalnej szyby zrobił Gruszkinowi serię zdjęć, po czym od razu przesłał je do dowództwa.

*

Dopiero, gdy wszyscy troje znaleźli się w budynku wrocławskiej komendy, policjanci zdjęli kajdanki. Chwilę potem Patrycja z przyjaciółmi trafiła do specjalnego apartamentu na poddaszu, gdzie mieli spędzić noc i przynajmniej cały kolejny dzień. Chociaż lekko przestraszeni akcją antyterrorystów, w końcu poczuli się bezpiecznie.

Tylko Patrycja wciąż odczuwała niepokój, bojąc się o narzeczonego.

*

Sokół spał źle, co chwilę budził się zlany potem. Kiedy budzik w komórce zadzwonił o 5.00, czuł się tak, jakby w ogóle nie położył się do łóżka. Obmył twarz i już miał pójść obudzić Lenę Hałas, gdy ta zjawiła się w jego pokoju, zgłaszając gotowość do pomocy w przyrządzeniu śniadania. Nieco go to zdziwiło, ale machnął ręką, obiecując sobie nie zastanawiać się więcej nad wszystkim tym, co robią inni ludzie. Manii prześladowczej należało w końcu powiedzieć: nie!

*

Droga do przedmieść Berlina zajęła im ponad 3 godziny, tam zostawili auto, przesiedli się do szybkiej kolejki miejskiej, S-Bahn. Wysiedli na dworcu Alekxanderplatz, od razu w oczy rzuciła się wykałaczka, chwilę potem dostrzegli charakterystyczny Rotes Rathaus, czyli Czerwony Ratusz. Specjalnie przystawali co kawałek, fotografując co się da, aby upodobnić się do turystów, których - mimo dość wczesnej pory - było już wielu.

Na widok Katedry Berlińskiej, Berliner Dom, Lena Hałas złapała Sokoła za rękaw i kazała zrobić sobie serię zdjęć. Tak ustawił kadr, aby między wieżami kościoła zawrzeć kulę i iglicę wieży telewizyjnej, efekt połączenia historii z nowoczesnością był do głębi poruszający.

*

Rosjanin był na miejscu o czasie, tak samo jak sześciu jego ludzi. Spojrzał na popiersie królowej Nefretete, niespodziewanie poczuł niepokój przebiegający przez całe ciało. Wzdrygnął się, czując na sobie spojrzenie żony faraona Echnatona, tym bardziej przejmujące, że patrzyła na niego tylko jednym okiem, drugie musiała najwyraźniej stracić, co nie było zresztą dziwne, biorąc pod uwagę, że posąg miał ponad 3.350 lat...

*

Sokół spojrzał na zegarek, dochodziła 10.00. Wybrał numer telefonu, który poprzedniego wieczora podał mu tajemniczy rozmówca. Kiedy ten odebrał, nakazał nieznajomemu opuścić gmach Altes Museum i przejść do Pergamonmuseum, Muzeum Pergamonu i zjawić się przy słynnych bramach wjazdowych Babilonu. Dzięki temu ludzie Sary Bednarz mogli bez problemu namierzyć towarzyszy Rosjanina.

Potem przepędził go już tylko na plac przed katedrę.

- Andrzej Sokół - wyciągnął rękę na przywitanie. Mimo tego, że wiedział, iż w odległości kilkudziesięciu metrów ubezpiecza go bodaj z osiem osób i tak czuł się nieswojo.

- Wiem - Rosjanin odwzajemnił gest.

- A pan?

- To, jak ja się nazywam, nie jest istotne.

- Akurat - żachnął się. - Może dla pana.

- Będziemy się spierać o konwenanse?

- Skąd - zapewnił Sokół. - Nie po to jechałem taki kawał drogi z Wrocławia.

- Jak noc w hostelu? - spytał niewinnie.

- Dużo pan wie - spojrzał na niego spod byka.

- Taki mam zawód.

- Przepraszam na chwilę - poczuł wibrację komórki, spojrzał na wyświetlacz, to była Sara Bednarz. Odebrał. - Oleg Żelichow, oficjalnie pracownik ambasady Federacji Rosyjskiej w Berlinie, nieoficjalnie agent Służby Wywiadu Zagranicznego.

- Odrobił pan lekcję - obejrzał się nerwowo za siebie.

- Szuka pan swoich kolegów, czy moich? - Sokół zaprezentował biel zębów.

- Zależy mi tylko na tym, aby Gruszkina uciszyć - zignorował pytanie. - Raz na zawsze.

- Dlaczego nie zróbcie tego sami?... - zawiesił pytanie w próżni. - Nie możecie?

- Z pewnych względów nie możemy - uśmiechnął się kwaśno. - Dlatego liczymy na pana - z kieszeni wyciągnął karteczkę, podał Sokołowi. - To powinno wystarczyć.

 

Ciąg dalszy nastąpi...

Już za tydzień, 28 maja 2011, ostatnie dwa odcinki "Zemsty absolutnej"!

Chcesz skomentować powieść? Wpisz się w "Księdze gości".

Uwaga konkurs!!!

Dla tych Czytelników, którzy do 15 czerwca w "Księdze gości" podzielą się swoją opinią na temat "Zemsty absolutnej", wydawnictwo Manufaktura tekstów przygotowało niespodziankę. Spośród wszystkich uczestników konkursu wylosujemy szczęśliwca, który otrzyma zestaw książek Krzysztofa Koziołka (Drogę bez powrotu, Świętą tajemnicę i Miecz zdrady"). Serdecznie zapraszamy :)