image1 image2 image3

Odcinek 14

 

- Za chwilę wszystko sobie wyjaśnicie, gołąbeczki - Marcinkowski złapał Sokoła za łokieć i odciągnął na bok. - Rozmawiałem z Kołodziejskim - zrobił pauzę.

- I co panu powiedział? - Sokół zmarszczył brwi.

- Że nie mają twardych dowodów, tylko poszlaki.

- To chyba dobrze?

- Biorąc pod uwagę fakt, że znaleźli pański odcisk na miejscu zbrodni, raczej nie.

- Ale przecież przed chwilą wyśmiał pan policjantów z ich odciskiem? - zdziwił się niepomiernie.

- Owszem - Marcinkowski znów zaprezentował uśmiech przebiegłego lisa. - Tyle że to bardziej była moja moc przekonywania niż stan faktyczny...

- A po polsku? - nic nie rozumiał.

- Wbrew pozorom policja ma mocny materiał dowodowy. Jeśli nie ma pan alibi na czas morderstwa Borkowskiej...

- Jak miałbym mieć, skoro najpierw sam jechałem warszawą, a potem stałem na Moście Piaskowym? Też sam - wycedził.

- I w tym rzecz - Marcinkowski cmoknął z niezadowoleniem. - Właście dlatego policja traktuje pana jako głównego podejrzanego. Zresztą...

- Proszę dokończyć - Sokół domyślał się, co adwokat chce powiedzieć, ale wolał to usłyszeć bezpośrednio od niego.

- Jeśli przyjrzeć się sprawie z boku, to rzeczywiście można pana podejrzewać.

- Ktoś zamordował moją drugą byłą dziewczynę, Annę Marię Mielecką - zmienił nagle temat, wprawiając Marcinkowskiego w zdumienie.

- Kiedy? - wystękał po chwili.

- Ciało wczoraj późnym wieczorem znalazła matka.

- Co pan wtedy robił?

- No co pan! - Sokół obruszył się nie na żarty.

- Woli pan odpowiadać na to pytanie w obecności pańskich kolegów z komendy? - Marcinkowski postawił go do pionu.

- Do szóstej wieczorem byłem z narzeczoną i przyjaciółmi w kościele...

- Narzeczona to potwierdzi? - pokazał palcem na Lenę Hałas.

- To nie jest moja narzeczona.

- Rozumiem... Nie wnikam - cmoknął. - Ale potwierdzi?

- Tak! - Sokół tracił powoli cierpliwość. - Przyjaciele też.

- A przed kościołem co pan robił?

- Byłem na długim spacerze.

- Sam? - umysł adwokata pracował na najwyższych obrotach.

- Tak.

- Jak długo?

- Dobre trzy godziny - odparł Sokół.

- Czyli ponad trzy godziny? - liczył w myślach.

- Może nawet trzy i pół. To taka moja świąteczna tradycja: w drugi dzień świąt wszyscy Polacy siedzą przy stołach i obżerają się jak świnie, a ja spalam kalorie, odpoczywając psychicznie.

- Policja może uznać, że w trzy godziny dobrym autem da się obrócić tam i z powrotem. A jeśli się okaże, że Annę Marię Mielecką zamordowano akurat w połowie pańskiego spaceru?

- To mnie wcale nie zdziwi - Sokół zapatrzył się w dal. - Nie znaleziono śladów włamania, policja uznała, że Anna wpuściła do mieszkania kogoś znajomego.

- Pan pasuje do profilu zabójcy.

- I to jak - skrzywił się. - Wczoraj po południu wysłała mi mejla. Sam list był pusty, za to tytuł mocno wymowny: „Jak mogłeś mi to zrobić?”.

- Jeśli dodamy do tego list od pierwszej ofiary - westchnął Marcinkowski. - „Tego Ci nie wybaczę”...

- Nie zrobiłem tego - rzekł Sokół twardo.

- Mnie pan nie musi przekonywać - wyjaśnił. - Musi pan przekonać policję.

- Sam pan widzi, że jestem głównym podejrzanym a wszystkie ślady wskazują na mnie.

- Niech pan zniknie na jakiś czas i nie włazi policji wciąż w drogę - zaproponował nagle. - I koniecznie niech pan zmieni auto - spojrzał na warszawę. - W razie czego, proszę dzwonić.

- Miałem jeszcze dwie byłe. Aż strach myśleć, co mogło im się stać...

*

- Oszukałaś mnie - Sokół wsiadł do warszawy i spojrzał na Lenę Hałas groźnym wzrokiem.

- Ja?

- Nieletniej policja by tak szybko nie wypuściła.

Zwiesiła głowę.

- Co jest? - spytał z troską.

- Mam opiekuna prawnego, jakiegoś ważnego mecenasa z Wrocławia. Jak mnie zatrzymali, wystarczył jego jeden telefon i było po sprawie.

- Opiekun prawny? - zdziwił się. - Przeskrobałaś coś?

- Nie ja - skrzywiła się. - Moja poprzednia szkoła poinformowała sąd rodzinny, że nie chodzę na lekcje, a rodzice na wywiadówki. I ograniczono im prawa rodzicielskie.

- Nieciekawie.

- Nieciekawie? - oburzyła się. - Nieciekawie, to jest mieć takich zgredów, jak mam ja: obchodzą ich tylko pieniądze, a własne dziecko mają głęboko w dupie.

- Ściemniasz - oznajmił nagle.

- Ja? - spojrzała z miną niewiniątka.

- Nie ściągnęliby tak szybko opiekuna prawnego.

- Nie musieli - przyznała z uśmiechem. - Tak naprawdę to mam przy sobie dowód osobisty mojej starszej siostry, Marleny.

- Aha...

- Ogarnij się - mruknęła. - Ten pan do ciebie.

- Kto? - powiódł spojrzeniem za palcem wskazującym dziewczyny. Przy drzwiach kierowcy stał Kleemann.

 

Ciąg dalszy nastąpi...

Piętnasty odcinek "Zemsty absolutnej" już za tydzień, 2 kwietnia 2011!

Informacje o premierze kolejnych części powieści znajdziesz na Naszej Klasie (na koncie oficjalnym "Zemsty absolutnej").

Chcesz skomentować powieść? Wpisz się w "Księdze gości".