image1 image2 image3

Odcinek 13

 

Nadkomisarz Miłosz Bartosz Kleemann był u kresu wytrzymałości psychicznej. Nie dość, że musiał aresztować kolegę, z którym niejedno już przeżył - mimo że ów był dziennikarzem, a nie policjantem - to jeszcze ten od dwóch godzin konsekwentnie prosił się o wpieprz. Bowiem dokładnie tyle czasu upłynęło od przywiezienia Sokoła na zielonogórską komendę. Kiedy Kleemann - wspomagany przez komisarza Ryszarda Grodzkiego i z dyżurnym prokuratorem dłubiącym słonecznik za weneckim lustrem - rozpoczął przesłuchanie, usłyszał tylko jedno zdanie z ust zatrzymanego: „Bez adwokata nie będę odpowiadał na żadne pytania”. I nie pomogły ani groźby, ani prośby, ani w końcu psychologiczne podchody z parującą kawą (tu akurat Kleemann się nie popisał, bo w ferworze walki najwyraźniej zapomniał, że Sokół kawy nie pija).

Od dwóch godzin Kleemann chodził wokół stołu, przy którym siedział zatrzymany i próbował opanować złość rosnącą z każdą chwilą niemal tak szybko jak dług publiczny kraju, któremu służył w pocie czoła. Gdyby tak nie dreptał jak pan Dulski, spostrzegłby niechybnie, że gałki oczne Sokoła błądzą po ścianie zupełnie, jakby coś było na niej namalowane. Oczywiście Kleemann nie wiedział, że podejrzany postanowił umilić sobie czas oczekiwania na przyjazd adwokata, wykorzystując sposobność do ćwiczeń oczu. Kreślenie wyimaginowanych ósemek nie było co prawda najbardziej ulubionym, ale z braku sprzętów w postaci ołówka czy też okna, za którym mógłby zawiesić spojrzenie, nie należało wybrzydzać.

Wtem Kleemann zatrzymał się wpół kroku, przygryzł wargę, zastanawiając, czy może jednak spuścić Sokołowi manto. Kiedy był już bliski roztrząśnięcia dylematu - a nie była to decyzja po myśli zatrzymanego i jego uzębienia - drzwi otworzyły się z hukiem.

- Albin Marcinkowski, jestem obrońcą pana Sokoła - mężczyzna w sile wieku uśmiechnął się delikatnie i od razu można było poznać, że tym uśmiechem niejednego policjanta, prokuratora czy sędziego wyprowadził już w swoim adwokackim życiu z równowagi. - Pod jakim zarzutem zatrzymano mojego klienta? - skierował to pytanie do policjantów, ale patrzył na Sokoła, ten niemal niezauważalnie skinął głową w ramach przywitania.

- Zamordowania Eweliny Borkowskiej... - zaczął Kleemann.

- Panie nadkomisarzu - tym razem uśmiech był z gatunku tych pobłażliwych, wręcz wydawało się, że Marcinkowski za chwilę albo zacznie się śmiać do rozpuku, albo lekceważąco parsknie - pana tu w ogóle nie powinno być. Przecież jest pan znajomym zatrzymanego.

Dyżurny prokurator wstrzymał oddech, zatrzymując pestkę słonecznika w drodze do ust.

- Komisarz Grodzki też nie jest najlepszą osobą do przesłuchania - Marcinkowski był już na tym etapie, kiedy upajał się tembrem własnego głosu. Gdyby policjanci znali go lepiej, wiedzieliby, że pozostało im niewiele czasu na wykonanie honorowego odwrotu. Prokurator mecenasa znał dobrze, więc jako jedyny mógł przewidzieć dalszy ciąg wypadków.

- Ale na miejscu zbrodni znaleziono odcisk należący do zatrzymanego - Grodzki panicznie próbował bronić sytuacji.

- Powiada pan: na miejscu zbrodni? - profesorski ton Marcinkowskiego trzaskał niczym bat po plecach. - A pan komisarz ma na myśli ciało denatki? A może stalową konstrukcję Mostu Piaskowego we Wrocławiu, o którą to konstrukcję zatrzymany opierał się, próbując spełnić obywatelski obowiązek i ratować samobójcę?

- Odcisk znaleziono w bezpośrednim sąsiedztwie miejsca zbrodni - Grodzki ze wszystkich sił starał się nie dopuścić, aby jego głos przeszedł w pisk, co było oznaką zdenerwowania. A Grodzki był zdenerwowany i to mocno.

- Chwileczkę - chwila triumfu Marcinkowskiego nadchodziła. - Najpierw pan komisarz mówił o miejscu zbrodni, teraz o bezpośrednim sąsiedztwie... A może zaraz się okaże, że to była inna dzielnica? - kpił w najlepsze.

- Zatrzymany miał motyw - Kleemann przyszedł w sukurs koledze.

- Tak? - sukces był tuż za drzwiami. - Niby jaki? - Marcinkowski zmarszczył brwi.

- Ofiara była bliską osobą zatrzymanego...

- Ile lat temu?

- To nie ma znaczenia - pisnął Grodzki.

- Panowie - Marcinkowski pławił się w szampanie. - Wszystko ma znaczenie. Znajomość pani Borkowskiej i pana Sokoła miała miejsce dziesięć lat temu. Od czasu rozstania zatrzymany nie utrzymywał z nią kontaktów.

- Ale ona utrzymywała z zatrzymanym - zauważył Kleemann.

- Jeden list elektroniczny wysłany po dziesięciu latach milczenia o niczym nie świadczy - Marcinkowski machnął lekceważąco ręką. - Co więcej, o ile list wysłano z konta denatki, to jednak nie macie panowie pewności, że to ona była autorką listu.

Kleemann westchnął głęboko, wpatrując się w szybę.

- To już podpada pod nękanie - naciskał Marcinkowski.

Zabrzęczał interkom, nadkomisarz został wywołany na korytarz, dyżurny prokurator przekazał mu krótką instrukcję. Dziesięć minut później Sokół razem z adwokatem był już na schodach komendy. Zeszli do warszawy, Lena Hałas stała przy aucie.

- Słuchaj, Wajcha... - zaczął Sokół.

- Mówiłam: Wajcha tylko dla przyjaciół - warknęła.

- Gówno mnie to obchodzi - wycedził. - Oszukałaś mnie.

 

Ciąg dalszy nastąpi...

Czternasty odcinek "Zemsty absolutnej" już za tydzień, 26 marca 2011!

Informacje o premierze kolejnych części powieści znajdziesz na Naszej Klasie (na koncie oficjalnym "Zemsty absolutnej").

Chcesz skomentować powieść? Wpisz się w "Księdze gości".