image1 image2 image3

Odcinek 11

 

- Ile ty masz właściwie lat? - spytał Sokół na wylotówce z Wrocławia. Wcześniej włączył radio, jednak w serwisie nawet się nie zająknęli o trupie wyłowionym przy Moście Piaskowym.

- Piętnaście.

- Piętnaście?! - nie mógł uwierzyć. - Wyglądasz na dwudziestolatkę. Co najmniej.

- Może i wyglądam na dwadzieścia lat, ale mam tylko piętnaście - ucięła krótko. - Masz z tym jakiś problem?

Normalnie go zatkało. Z jednej strony dlatego, że autostopowiczka miała mocno niewyparzoną gębę, a jakoś nie potrafił skutecznie się jej odgryźć, co strasznie deprymowało; po drugie zaś, wziął do samochodu nieletnią! A stąd w dzisiejszym świecie było już bliziutko do zarzutów o molestowanie seksualne czy wręcz pedofilię. Wystarczyło, żeby zatrzymał ich jakiś patrol drogówki, dziewczyna dla żartu rzuciła tekstem zabarwionym lekką dawką erotyki, wspominając przy tym o swoim wieku i byłoby pozamiatane. Sokół już widział nagłówek na całą pierwszą kolumnę „Super Faktu”. Otworzył szeroko oczy, koncentrując wzrok na ciężarówce jadącej z naprzeciwka, odganiając natrętną i wielce nieprzyjemną myśl. - Powtarzasz się - uśmiechnął się po chwili. - Dobry tekst to taki, którego się nie nadużywa. A to co chwilę rzucasz tym samym.

- Niektóre teksty są nielimitowane i dobre na każdą okazję - skontrowała.

- Kurwa! - zaklął nagle, aż dziewczyna się wzdrygnęła. - Skleroza - wycedził po chwili już łagodniejszym tonem.

- Czego zapomniałeś? - spytała.

- Kupić gazetę - wrzucił kierunkowskaz, widząc przed sobą sklep spożywczy.

*

Rozmowa z nadkomisarzem Miłoszem Bartoszem Kleemannem z Wydziału Kryminalnego Komendy Miejskiej Policji w Zielonej Górze była całkiem przyjemna. Sara Bednarz zastanawiała się nawet, czy wpływ na to miał fakt, że z nadkomisarzem kontaktowała się kobieta, ale machnęła na to ręką. Ważne, że kolega po fachu nie odstawiał scen z jurysdykcją i nie bronił terenu niczym pies swojego terytorium.

Wracając na komendę, układała w myślach informacje. Ktoś - tajemniczy mężczyzna, którego rysopisu nie posiadała, bowiem przyjaciółka ofiary go nie widziała, a sama ofiara wspominała tylko ogólnie o jego wyglądzie - skaptował Ewelinę Borkowską pod pozorem kręcenia reklamy. Dziewczyna zgodziła się skoczyć z Mostu Piaskowego. To wskazywałoby, że weszła za barierkę dobrowolnie, a strzelono do niej lotką z trucizną albo tuż przed samym skokiem, albo wtedy, kiedy była już w wodzie. - Nie - sparowała szybko w myślach. - Strzał do celu poruszającego się w wodzie byłby na pewno o wiele trudniejszy, niż gdy dziewczyna stała na moście i przygotowywała się do skoku. To właśnie był idealny moment dla strzelca. Tylko gdzie on się znajdował?

Nie zatrzymała się przed komendą, postanowiła raz jeszcze udać się na miejsce zbrodni. Stanąwszy na Moście Piaskowym zaczęła się rozglądać. Które miejsce wybrałaby, gdyby była strzelcem? W grę na pewno wchodziła tylko zachodnia strona mostu, tylko tu snajper miał dobrą widoczność na cel. Zerknęła w lewo, na siedzibę filologii Uniwersytetu Wrocławskiego mieszczącą się w dawnym zespole klasztornym przy Soborze Świętego Wincentego i Świętego Jakuba. Budynek od mostu dzieliła tylko ulica Grodzka, tak, to musiało być to miejsce!

Nie namyślając się wiele, wykonała dwa telefony, do naczelnika i do prokuratora Wojtasa. Ten drugi po półgodzinie oddzwonił, informując o wydaniu nakazu przeszukania. Teraz pozostało tylko wysłać ekipę techników i czekać na efekty.

*

Minutę zajęło Sokołowi przewertowanie świeżego wydania „Super Faktu”, kiedy nie znalazł artykułu o swoim zatrzymaniu, przejrzał gazetę dokładniej, z takim samym rezultatem. Sprawę wyjaśnił dopiero telefon do kolegi, okazało się, że tekst zdjęto w ostatniej chwili. Powód? Kolega pewności nie miał, ale nos mu podpowiadał, że maczał w tym palce zastępca redaktora naczelnego wrocławskiego oddziału dziennika, który to przyjaźnił się z komendantem wojewódzkim.

Z markotną miną Sokół wsiadł do warszawy, milczeniem zbywając pytania autostopowiczki. Dziewczyna szybko dała sobie spokój i zajęła się sobą, włączając muzykę z urządzenia, którego Sokół nawet nie rozpoznał.

Odezwał się dopiero po ponad dwóch godzinach, gdy mijali Nowe Miasteczko:

- Nawet nie wiem, jak masz na imię.

- Co? - krzyknęła.

- Nie musisz się tak drzeć - burknął, pokazując jednocześnie palcem na ucho.

- Co mówiłeś?

- Pytałem, jak masz na imię - powtórzył. - Jedziemy razem od dwóch godzin i nawet nie wiem, kim jesteś.

- To nie ja strzeliłam focha - cmoknęła wymownie, wyciągając słuchawki z uszu. - Ty mi się też nie przedstawiłeś.

- Andrzej Sokół - podał rękę.

- Lena Hałas - odwzajemniła gest. - Dla przyjaciół: Wajcha.

- Wajcha, oryginalnie - uśmiechnął się.

- Powiedziałam: dla przyjaciół - słuchawki wróciły w poprzednie miejsce. - A my przyjaciółmi nie jesteśmy - dodała szeptem, na tyle jednak głośno, że Sokół dosłyszał.

- Co za babol - warknął, zaciskając dłonie na kierownicy.

Milczał do samego celu podróży. Zaparkował przed blokiem na ulicy Ptasiej, na wysokości klatki schodowej, w której mieszkała Anna Maria Mielecka, przynajmniej wtedy, kiedy się spotykali. Kiedy napotkał wzrokiem drzwi wejściowe, oblał go zimny pot.

 

Ciąg dalszy nastąpi...

Dwunasty odcinek "Zemsty absolutnej" już za tydzień, 12 marca 2011!

Informacje o premierze kolejnych części powieści znajdziesz na Naszej Klasie (na koncie oficjalnym "Zemsty absolutnej").

Chcesz skomentować powieść? Wpisz się w "Księdze gości".