image1 image2 image3

Odcinek 10

 

- Chcesz się dostać do centrum? - spytał Sokół, przyglądając się bacznie dziewczynie. Ładna była, bez dwóch zdań, do tego ewidentnie w jego typie.

- Nie - odpowiedziała, muskając ręką lewe lusterko w sposób pełen dwuznaczności. Na rękawiczce zostało nieco śniegu.

- Więc dokąd? - zdziwił się, kompletnie zbity z tropu.

- Gdziekolwiek - odparła filozoficznym tonem.

- Nie rozumiem - machnął szczotką, zgarniając resztki śniegu z przedniej szyby.

- To widzę - rzekła z politowaniem. - Wyjeżdżasz z miasta - to było stwierdzenie, nie pytanie.

- Skąd ta pewność?

- Każdy inteligenty człowiek, gdyby w taką pogodę - uniosła głowę do góry, patrząc na sypiące płatki, które najwyraźniej uparły się, że z powrotem zasypią auto, zanim właściciel je odśnieży - chciał się dostać do centrum Wrocławia, nie marnowałby pół godziny na oczyszczenie samochodu, żeby potem wbić się w korki i z dużym prawdopodobieństwem zaliczyć stłuczkę na szklance, tylko pojechałby tramwajem. Chyba, że jesteś głupi.

- A ty chyba jesteś mocno bezpośrednia - odparował. - I do tego wybitnie niemiła.

- Masz z tym jakiś problem? - spojrzała na niego spod byka.

*

Sara Bednarz zreferowała naczelnikowi wydziału rozmowę z podejrzanym. Kiedy opowiadała o prowokacji, której dopuściła się w obecności adwokata, przełożony zmarszczył nos, po czym udzielił jej ostrej reprymendy. W głębi duszy przyznała mu rację, pomysł może i nie był najgorszy, wykonanie też, jednak trzeba było szczerze przyznać, że numer się nie powiódł, a przy tym zdradziła sporo informacji. Gdyby Sokół dał się podpuścić, policjantka zebrałaby pokaźną porcję pochwał, ale że nawet nie drygnął, komplementy musiały ustąpić miejsca połajance.

Naczelnik zbytnio się nie pastwił, szybko przeszedł do sedna, czyli dalszego postępowania. Kiedy spytał o to, czy Sokołowi założono ogon, Sara Bednarz niemal się obraziła. Może i przesadziła z prowokacją, ale nie mogła zapomnieć o policyjnym abecadle, z których śledzenie podejrzanego zajmowało czołową pozycję.

- A ta przyjaciółka? - spytał naczelnik w pewnym momencie.

- Próbuję się do niej dodzwonić - Sara Bednarz wyciągnęła komórkę z kieszeni spodni, nacisnęła klawisz ponownego wybierania, po chwili jej twarz rozjaśnił szeroki uśmiech. Rozmawiała niecałą minutę. - Dziewczyna mieszka przy Lotniczej, czeka na mnie w mieszkaniu - złapała kurtkę i wybiegła z pokoju.

*

- Przynajmniej wiesz, jaka to marka - rzekł Sokół po dłuższej chwili.

- Nie wszystkie kobiety bawią się tylko lalkami.

- Jestem pod wrażeniem - zakpił. - A model też kojarzysz? - spytał, a ponieważ milczała, mówił dalej: - M224, rocznik 1969. Kołpaki, zderzaki oraz klamki są wykonane z metalu i niklowane. Chociaż to warszawa, to bliżej jej raczej do Krakowa, bo silnik pojemności 2120 centymetrów sześciennych pije jak smok wawelski wodę: 12 litrów na każdą setkę, kiedyś benzyny ołowiowej, teraz bezołowiowej, ale za to ze specjalnym dodatkiem uszczelniającym zawory. A ten kolor to zielony, numer 51.

- Że niby co? - zmarszczyła brwi.

- Ten zielony kolor to numer 51 - powtórzył.

- Aha - odparła, cały czas ze zdziwieniem wymalowanym na twarzy. - Żal.

Sokół spojrzał na nią pytająco. Podświadomie czuł, że to określenie komplementem nie było, ale wolał tematu nie zgłębiać.

- To jak, mogę się zabrać?

- A nie interesuje cię, dokąd jadę?

- Zwisa mi to - podeszła do drzwi. - Więc?

- Autostopowiczka się znalazła - uśmiechnął się, po czym nagle oboje wybuchnęli śmiechem. - Wsiadaj - otworzył drzwi od strony pasażera. - Tylko nie trzaskaj za mocno.

Zamknęła je z czuciem, o jakie by jej nie podejrzewał.

*

Sara Bednarz wchodziła już do szarego, ponurego bloku przy Lotniczej, gdy dostała SMS-a z wiadomością, że Sokół wybiera się do Zielonej Góry. Telefon na tamtejszą komendę zostawiła na później, weszła do klatki schodowej.

Rozmowa z przyjaciółką Eweliny Borkowskiej była krótka, ale owocna. Okazało się, że jeszcze kilka lat wcześniej studentka była sportsmenką, uprawiała dziesięciobój. Było widać, że przyjaciółka jest w szoku i to do tego stopnia, że nawet nie próbowała ukrywać najważniejszej informacji: Ewelina miała ogromne problemy finansowe, tak duże, że dalsze studia stanęły pod znakiem zapytania.

I nagle pojawił się tajemniczy mężczyzna, który zaproponował jej udział w pewnej mocno nietypowej kampanii reklamowej. Honorarium pozwoliłoby jej stanąć na nogi, a jedynym problemem była rola do odegrania: miała skoczyć z Mostu Piaskowego do rzeki, a potem dopłynąć do brzegu. Ze względu na wytrzymały organizm, zahartowany latami morderczych treningów, uznała, że nie będzie mieć z tym problemu nawet przy tak niskiej temperaturze.

- Nie rozumiem, jak to się mogło tak skończyć? - spytała dziewczyna, ocierając łzy płynące po policzkach. - Ewelina tak się cieszyła na tę rolę i na pieniądze. Miała zacząć drugie życie.

- Twoja przyjaciółka wytrzymałaby w wodzie - Sara Bednarz szukała odpowiednich słów - gdyby nie fakt, że to wcale nie było nagrywanie reklamy. Ewelinę perfidnie zamordowano.

 

Ciąg dalszy nastąpi...

Jedenasty odcinek "Zemsty absolutnej" już za tydzień, 5 marca 2011!

Informacje o premierze kolejnych części powieści znajdziesz na Naszej Klasie (na koncie oficjalnym "Zemsty absolutnej").

Chcesz skomentować powieść? Wpisz się w "Księdze gości".